Rock Area – recenzja płyty Jan Gałach and Friends

Choć płyta „Jan Gałach and Friends” ukazała się w 2013 roku dalej wzbudza duże zainteresowanie.

Po ukazaniu się tego wydawnictwa pojawiło się wiele recenzji (PAP, Bluesonline, Forum Okolice Bluesa, Magazyn Gitarzysta, Audycja Trójwymiar – wszystkie można przeczytać na stronie zespołu The Jan Gałach Band – LINK). Teraz oceny płyty podjął się redaktor portalu Rock Area, Witold Żogała.

Materiał udostępniamy za zgodą autora recenzji, za co mu serdecznie dziękujemy.

jan_galach_and_friends_cd1200

Rock Area

The Jan Gałach Band – 2013 – Jan Gałach And Friends

Witold_ZogalaJan Gałach –muzyk nieprzecięty lub muzyk totalny. Niepotrzebny zwrot skreślić lub oba podkreślić. Powyższe zdanie nie jest hasłem reklamowym mającym na celu za wszelką cenę zwrócić uwagę na artystę lecz próbą zamknięcia w jednym zdaniu opisu niezwykłych umiejętności nadzwyczajnego instrumentalisty. Wie o tym każdy kto widział Jana Gałacha na scenie lub kto słyszał niedawny koncert w trójkowym Studiu im Agnieszki Osieckej (PR III Polskiego Radia) . Nie dziwi nic, że bardzo ceniony jest w tak zwanej „branży”, o czym świadczy ilość projektów w których brał udział. Od początku związany z bluesem i jazz rockiem, od dawna grywa w zespole Martyny Jakubowicz, ale nie stroni od skoków bok. Przykład? Zaangażowanie w kilku nagraniach na płycie Acid Drinkers “Fishdick Zwei – The Dick Is Rising Again” . Wszechstronny – kolejne słowo hasło adekwatne dla postaci Gałacha, czego dobitnym potwierdzeniem jest jego solowy krążek zatytułowany „Jan Gałach and Friends.”

Niech nikogo nie zmyli „Angol” jazz rockowa impresja kojarząca się z The Mahavishnu Orchestra czy bliższym nam dokonaniom zespołu Krzak, bowiem brak na tej płycie stylistycznego kręgosłupa. Spoiwem łączącym całość są oczywiście elektryczne skrzypce autora (lub współautora) prawie wszystkich kompozycji, którego gra może się kojarzyć z wirtuozerią Jerry Goodmana lub Jana Błędowskiego. Niestabilność uczuciowa Gałacha w uprawianym zawodzie ujawnia się przewrotnym utworze „Połamaniec”, gdzie początkowy wolny i stateczny blues przeradza się nagle w rock’n’rollową jazdę. Na tym nie koniec bo kiedy poprzednia piosenka wybrzmi nagle staje się nastrojowo lirycznie, tak jest w „Trójkąciku”, a następnie rzuca wszystkich w wir tańca w rytmie country, mowa o „Kantrowcu”. W tym miejscu muszę wyróżnić świetne teksty Anny Janko w obu utworach. Bywa na płycie żartobliwie bo za taki należy uznać utwór „Pitu pitu, czyli rzecz o kacu. Formalnie, zarówno tekstowo jak i muzycznie panowie autorzy całkiem nieźle uchwycili bolesny stan po ustaniu euforii związanej z przyswajaniem używek, udowadniając że doskonale znają się na rzeczy, być został może nawet napisany w takim stanie? . Żartobliwy jest również „Rock’n’roll i ch…” prawie hardrockowy numer z wokalizą nawiązująca do przeszłości … AC/DC. Całość wieńczy ”Afro Blues” jazzowy standard Mongo Santamiarii , wręcz genialnie zagrany przez wszystkich muzyków, począwszy od bohatera tego tekstu, który oprócz gry na swoim sztandarowym instrumencie , udziela się tutaj na rzadko spotykanym cajon, po przepiękne popisy Aleksandra Papierza na saksofonie czy Borysa Sawaszkiewicza na fortepianie i organach Hammonda.

„Jan Gałach and Frienda” jest płytą stylistycznie rozstrzeloną i zazwyczaj pisze się w ten sposób stawiając zarzut, ale nie w tym przypadku. We wkładce płyty tak tłumaczy się z tego sam autor: „ Nagrania zrealizowano w różnych miejscach i czasie, stąd pewna niespójność materiału , którą musice mi wybaczyć..”. Nie musimy. Nie trzeba niczego wybaczać., bo taki jest rock’n’roll i ch…

Witold Żogała / 23.10.2014 r.

rock_area_baner_www

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.