Mr.Blues – …is all right

Następną płytą jaka chcemy przedstawić, a wydaną przez zespół występujący na Bies Czad Bluesie (2011 r.), to krążęk „Is All Right”, śląskiego zespołu Mr.Blues.
Przedstawiamy obszerną recenzję płyty, jaką napisał Tomasz „Tomii” Dudek – portal Bluesidła. Tutaj z żalem dodamy, że nie ma już w sieci portalu Bluesidła. Czyżby znikła na zawsze jedna z uznanych stron bluesowych w polskim internecie ?


Jest pierwsza recenzja. Pierwsza płyta jaka trafiła do redakcji celem poddania jej obróbce w sidłach to Is All Right, śląskiej formacji  Mr Blues. Chociaż od premiery krążka minęło sporo czasu, zespół postanowił poddać ją kolejnej analizie. To kapela z blisko jedenastoletnim doświadczeniem. Te lata, to szereg koncertów, festiwali, konkursów i przeglądów, setki godzin prób i nareszcie fani zespołu doczekali się wydania debiutanckiego krążka „Is All Right”. Nie znam przyczyn, dla których zespół kazał tak długo na to czekać i wcześniej nie pokusił się o wydanie płyty, ale tak długi okres oczekiwania nakłaniał do przypuszczeń, że słuchacz otrzyma dużą dawkę solidnego bluesa. Tak tez się stało. Płyta wydana przyzwoicie, z dobrze zaprojektowaną spokojną okładką, która już delikatnie sugeruję jaką zawartością uraczy nas to wydanie. Nie trzeba bystrego wzroku, aby doczytać w jednej z otwartych książek, czym dla zespołu jest muzyka, a blues, swing i rock and roll w szczególności.

Urozmaicona zawartość utrzymana w konwencji bluesowej z domieszką swingu, elementami samby i bosanovy, trącająca delikatnie momentami funky z domieszką jazzu i lekkiego rocka. Płyta wydaje się być konsekwencją obranego przez zespół kierunku, który stopniowo z dość wąskiego korytarza, którym poruszał się na początku swego istnienia, do szerokiego hallu, z bogatą gamą styli dziś. Znam zespół już ładnych kilka lat i mogłem się spodziewać, że fascynacje muzyczne lidera Bogdana Rumiaka dadzą o sobie znać.

Na śniadanie dostajemy oczywiście Willie’go Dixona, ze zgrabną aranżacją  Big Boss Man. Ładnie otwiera miękko ale solidnie wibrująca harmonijka. Ten utwór słyszałem w wykonaniu zespołu kilka razy na żywo, jednak tym razem, w nowym składzie i w wydaniu studyjnym brzmi z goła inaczej. Mocne brzmienie harmonijki na początku, tło podkreślone klawiszami, które momentami wychodzą na plan pierwszy a całość uzupełniona oszczędnymi ale dobrze zaakcentowanymi solówkami na gitarze.
Kolejny utwór to opowieść o mieście do muzyki Jay’a Howkins’a a do słów poety Adama Latosińskiego, którego teksty zespół ceni i często z nich korzysta. Życiowa opowieść o pewnym mieście, w którym sąsiad puszcza ostatni hit, zza okien dobiega rytm i rytm jest tu kluczowy. Tempo nieco wolniejsze, tak jakby dostrajając się do klimatu miasta o którym śpiewa Bogdan, w którym życie toczy się w takim właśnie rytmie. Tym razem dla odmiany, nieco chrapliwie kończy utwór Jacek Szuła.
Słucham dalej i wcale nie „Mam już dość”. Muzyka zapożyczona od Roy’a Hawkinsa, twórcy takich przebojów jak ”The Thrill Is Gone” czy „Why Do Everything” ponownie z tekstem Latosińskiego. To wyraźny ukłon w stronę Piotra „Paskuda” Prządki, który w tym utworze nie mógł narzekać na nudę. To klawisze w tym songu pachnącym bosanovą z aromatem wspomnianego The Thrill Is Gone dyktują warunki. Jednak całość trwa blisko osiem minut i żeby nie zmęczyć organisty na czas jakiś frontem wychodzi w dalszym ciągu spokojne, jednak już w nieco dłuższe i szybsze solo na gitarze.
Troszkę uspokojony balladowym tempem poprzedniego utworu przeskok na energetyczne i rytmiczne funky. Emigracja wyraźnie ożywia i dodaje kolejnej barwy do całości. Blues, po prostu żywy blues.
Kolejna pozycja utrzymana w konwencji poprzedniego utworu. Wesoły, rytmiczny bluesik z tekstem – przestrogą Bogdana Rumiaka. W tym utworze moją uwagę zwrócił początek z ciekawym, łagodnym otwarciem gitary. Ciekawy fragment mniej więcej w środku utworu, kiedy przypomina o sobie harmonijka, stopniowo głos oddając sekcji następnie klawiszom, by znów wrócić do wspólnego muzykowania.
Na chwilę mamy okazję odpocząć i zwolnić część zmysłów odpowiedzialnych za analizę tekstu. Instrumentalna Smutna Bossa pozwala na nieco rozluźnienia. Uspokaja, wprowadzając nieco melancholijny nastrój, troszkę przerywany nieco mocniej zaakcentowanymi w tym utworze, lecz dalej stonowanymi i prostymi solówkami na gitarze.
Po niej następuje kolejna przestroga. Tym razem skierowana wyłącznie do mężczyzn. Nareszcie trochę więcej harmonijki, której czasami brakowało mi w poprzednich utworach. Jacek Szuła to dobry instrumentalista i powinien moim zdaniem częściej być zatrudniany by nieco więcej podkreślać, że i ten instrument jest w składzie zespołu na stałe. W tej części płyty Jacek odegrał na harmonijce dobrą partię, od surowego wibrującego brzmienia do charczącego przesteru.
Przyszedł czas na małą przejażdżkę. Pociąg, to jeden ze starszych kompozycji, który jeżeli nie na każdym to na zdecydowanej większości koncertów jest odgrywany. Jak dla mnie ta kompozycja powinna być grana w nieco żywszym tempie. Bardziej odczuwalny powinien być rytmiczny stukot kół, ale chyba nie chodzi tu zespołowi o pociąg pospieszny a bardziej o malowniczą wycieczkę po okolicach bluesa. Tak też jest w rzeczywistości. Przejażdżka okraszona dowcipnym tekstem.
Jako przedostatni kawałek, dostajemy piosenkę dla zakochanych. W żywym rytmie, który powoduje, że noga sama tupie w takt dźwięków. Znów, ku mojej uciesze jest nieco więcej partii harmonijki, która wyraźnie przypadła mi do gustu, a w moim odczuciu zespołowi dodała kilka radosnych barw.
Na koniec wszystko okazuje się jasne. Blues Is All Right. Inaczej być nie może.  Little Milton ponownie do słów Bogdana Rumiaka.

Płyta jest doskonałą propozycją dla tych, którzy lubią radosnego, rytmicznego acz utrzymanego w średnim tempie autorskiego bluesa. Jest dla słuchacza, który nie wymaga od wykonawców wirtuozerii na najwyższym poziomie, ekspresowych i eksplodujących solówek. Wszyscy muzycy doskonale wiedzą gdzie, kiedy i jak mają zagrać. Jest równa, bez wyróżniających się in plus czy in minus pozycji. Wszystkie dziesięć utworów wydają się być dobrze dobrane. Cieszy to, że siedem z dziesięciu zamieszczonych na płycie utworów to w pełni autorskie kompozycje, z którymi niestety zmaga się duża część naszych rodzimych kapel, uciekając od odpowiedzialności i sięgając często po oklepane standardy. Płyta tworzy całość, co w połączeniu z dobrze zgranym materiałem wyszło doprawdy nieźle. Moim zdaniem „debiut” Pana Bluesa w pełni udany.

Tomasz „Tomii” Dudek
Żródło: Bluesidła – www.bluesidla.pl

Płytę zespół nagrał (Studio Nagrań DECYBEL) w składzie:
Bogdan Rumiak – lider, gitary, wokal
Czesław Hibner – gitary, wokal
Piotr Prządka – instrumenty klawiszowe
Jacek Szuła – harmonijka ustna
Czesław Szymala – gitara basowa
Paweł Wietrzyński – perkusja

Zespół założony został w połowie lat dziewięćdziesiątych przez obecnego lidera grupy, Bogdana Rumiaka. Od pierwszego występu grupy w 1997 roku zmienił się skład, nazwa oraz brzmienie zespołu – pozostała jednak niezmiennie fascynacja dobrym bluesem. Muzycy mieszkają w różnych miastach regionu: Żory, Wodzisław, Jastrzębie, Rybnik. Mr.Blues daje rocznie kilkadziesiąt koncertów – najczęściej w klubach muzycznych rozsianych po całej Polsce, oraz na większych imprezach, jak np. Mała Scena Rawy Blues, Festiwale 'Śląskie Brzmienie”, Bluestracje, Galicja Blues Festiwal; Okolice Bluesa, SARI, Front Porche Blues, Toruń Blues Meeting, Olsztyńskie Noce Bluesowe i wielu innych, oraz na Przystanku Woodstock (w 2004 i 2005 roku), gdzie grali przed publicznością liczącą dziesiątki tysięcy osób.

DYSKOGRAFIA ZESPOŁU: CD „Siebie Daj” – składanka na rzecz Hospicjum JP II, DVD „Mr.Blues & Giganci Gitary” CD „Mr.Blues …is all right”. CD-składanka „Blues in Poland 2009”.

Skład zespołu: BOGDAN RUMIAK – lider, wokal, gitary ; CZESŁAW HIBNER – gitary, wokal ; PIOTR PRZĄDKA – instrumenty klawiszowe ; CZESŁAW SZYMALA – gitara basowa ; MAREK 'SONOR' STOKOWSKI – perkusja.

 

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.